Piotr Chlipalski

FESTIWAL SPAGHETTI

To był całkiem prosty pomysł – zorganizować festiwal. Taki na weekend, no, w najlepszym wypadku trwający tydzień. Łączący teatry uliczne, buskerów (artystów grających „do kapelusza”), może parę koncertów. W początkowym pomyśle gdzieś pomiędzy włoską Ferrarą, a gdańską Fetą. Miły, kameralny festiwal uliczny.
Zebrałem wszystko w paru sympatycznie brzmiących akapitach i zaproponowałem Miastu, ówczesna Naczelnik Wydziału zareagowała całkiem entuzjastycznie, był tylko jeden kłopot. Chciała więcej, zdecydowanie więcej. „Pomysł jest bardzo interesujący, ale gdyby mogło to trwać… całe wakacje?”.
Znacie Państwo to uczucie, kiedy właściwie powinniście powiedzieć „Nie, nie, nie zrozumieliśmy się tak do końca…”, a słyszycie entuzjastyczne „Jasne, nie ma sprawy!” padające z (jak się potem okazuje) Waszych ust? Był rok 2007 i po przybiciu paru pieczątek stałem się dyrektorem festiwalu spaghetti. Co, jak się potem okazało, miało swoje plusy.
Największym plusem okazał się naturalny pociąg do współpracy z innymi festiwalami – mając dwa miesiące, mogliśmy próbować połączyć się  (fakt, z różnym skutkiem) w kooperatywy z większością letnich festiwali w okolicy (definiując okolicę tak mniej, więcej od Gdańska do czeskiej Pragi), co z czasem doprowadziło do połączenia się w Brukseli w stowarzyszenie OpenStreet, tym razem łączące festiwale i instytucje  z 7 krajów.
Kolejną zaletą spaghettyzacji festiwalu był spokój – nawet w sytuacji 50 zdarzeń, od plenerowego kina po instalacje i spektakularne widowiska teatralne, w najgorszym wypadku działy się dwie rzeczy równocześnie – w zasadzie sytuacja piknikowa. Tym sposobem po pięciu latach wylądowaliśmy na mieszance kino-koncerty-kuglarze-teatry-fireshow-fotografia i rozpoczęliśmy planowanie inwazji na sąsiednie miasta. Katowice walczyły o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury, dorzuciliśmy więc parę zdarzeń do bukietu imprez Miasta Ogrodów.
Dostaliśmy parę nagród w Centrum im. Adama Smitha, prezydent Gliwic docenił młodego dyrektora nagrodą za działania kulturalne, słońce świeciło nad naszymi planami, a trawa sama układała pod bosymi stopami. Tyle tylko, że ESK dostał Wrocław, a w Gliwicach pozmieniały się priorytety, więc już szósta edycja zmalała do miesiąca i zniknęły z niej koncerty, a w siódmej pożegnaliśmy kino, które Miasto postanowiło robić samodzielnie.
Trzymając się wersji, że szklanka jest nadal do połowy pełna – mogliśmy się skupić na teatrze ulicznym, nowym cyrku i kuglarzach, mamy nadzieję, z pożytkiem dla naszej widowni – cztery dni w tygodniu przez dwa miesiące było sporym wyzwaniem kondycyjnym, obecne dwa wieczory w tygodniu (od 4 do 27 lipca – www.ulicznicy.pl, gdybyście planowali w wakacje odwiedzić Śląsk) z maratonu wprowadza nas na powrót w tempo spacerowe.
Wspomniany spacer w zasadzie, zupełnie przy okazji, sprowadził nas do Was – mając zbyt wiele czasu wraz z genialnym multiinstrumentalistą i kompozytorem w jednej osobie (Jackiem Dzwonowskim) powołaliśmy do istnienia „scenę c” i z nieukrywaną radością pokażemy Wam „Piwowara”, mając nadzieję, że to pierwsze spotkanie w tej formule (wcześniej widywaliśmy się na La Stradzie mając inną literę alfabetu za pretekst) nie będzie ostatnim.
Do zobaczenia!
 
Piotr Chlipalski
pomysłodawca i dyrektor festiwalu „Ulicznicy” w Gliwicach (http://www.ulicznicy.pl/)
współtwórca „sceny c” (http://scena-c.com/)
dawniej Teatr „A”
partnerzy ckis Visegrad Fund art prometheus Nyirbatorert Alapitvany Thalia Teatro Radio Centrum Kalisz
Brama do La Strady. 2015 CKiS. Wszelkie prawa zastrzeżone.