Andrzej Tylczyński

Wszystkie drogi clownów prowadzą do Odessy


Bywa w życiu tak, że los mruga do was szelmowsko okiem i mówi: „Daję ci szansę, dalej martw się sam!” Mieliście taką szansę? Ja tak. A na pewno wtedy, gdy zaokrętowałem się na „Statek Komediantów” płynący z Moskwy do Sankt- Petersburga na obchodzony przez cały świat jubileusz 300-lecia byłej carskiej stolicy. Wraz z całą międzynarodową ekipą dziwaków!

Jak wtedy na baczność postawiła mnie polska Ambasada w Moskwie, tak teraz było to zaproszenie na II Międzynarodowy Festiwal Klownów „KLOWNADA”, organizowany przez Teatr „DOM KLOWNÓW” z Odessy. Zyskałem oto szansę uczestniczenia i współtworzenia czegoś, co rodzi się – a być może odradza po latach – na Ukrainie!

Do Odessy ściągnęli clowni z całej Ukrainy. Wymieńmy tu takie miasta, jak: Kijów, Krivoy Rog, Ivano-Frankovsk, Rovno, Zakarpatie, Połtava i Odessa naturalnie. A że Rosja niedaleko, byli też clowni Sankt Petersburga, Iżewska, Kaliningradu, a w jury – Borys Majchrowskij – dyrektor artystyczny Cyrku Narodowego Rosji w Moskwie. Nie mogło więc zabraknąć Polski, reprezentowanej przez Kraków, Warszawę, Wrocław - oraz w mojej osobie – Kalisz.

Ale natychmiast rodzi się refleksja – kim jest clown, wczoraj i dziś, tu i tam, kogo rozśmiesza i po co? Przyznajcie - clowna oglądaliście w cyrku przed wieloma laty, filmy amerykańskie naturalnie pomijając, stereotyp clowna kształtujący.( A skoro o filmie – tu hołd wielki dla Gulietty Masiny - małej kobietki-clowna, z wielkiego filmu Federico Felliniego „LA STRADA”!)

Odpowiedź na te pytania dawała scena Teatru „DOM KLAUNÓW” i to wszystko, co wokół niej się działo. A działo się, oj działo! Wystarczy przytoczyć choćby kilka głównych punktów programu „KLOWNADY”. Wystąpili jako goście:

Tak oto dochodzimy do pojęcia klown, (klaun, clown), stąd problemy
z pisownią, wybaczcie. To z definicji artysta, najczęściej cyrkowy, prezentujący scenki słowno-pantomimiczne, wzbogacane grą na instrumentach i popisami akrobatycznymi, mające na celu rozbawienie publiczności. Mówmy prawdę – zapycha dziury w spektaklu, kiedy trzeba zmienić trampolinę akrobaty, przegnać ze sceny wyleniałe lwy i zamieść odchody stresowanych zwierząt wszelkiej maści – od słoni do koni, nie zapominając o pudelkach i gibbonach potrzeby, które te potrzeby też mają.

Wyodrębnia się różne typy: ryży (pechowiec), biały (smutno-wesoły, kontynuacja postaci Pierrota), mim.

Tyle teorii. Teraz praktyka, a na końcu, da Bóg, wyciągniemy może jakieś wnioski.

Siłą rzeczy rodzi się pytanie, czym właściwie jest dzisiejszy clown- na Ukrainie, w Rosji i w Polsce oczywiście. Odesska wyprawa po części dała odpowiedź na to pytanie. Szczególnie wśród uczestników – a podczas dwudniowego przeglądu obejrzeliśmy ich ponad 50-ciu. Zniknął gdzieś stereotyp typowego zgrywusa, bawiącego widza upadkami, kopniakami
w tylne części ciała partnera, czerwonym nosem (choć i tych nie brakowało) i humorem nazwijmy go niewybrednym. Na festiwalowej scenie dominowali soliści, duety – w tym damsko-męskie oraz nieco większe grupy. Nie zabrakło oryginalnych rekwizytów – samolotów, tekturowego czołgu
z opadającą symbolicznie lufą, tricków typu rozciągniętej na metry partnerki, a nawet szczudlarzy, z których jeden niebezpiecznie upadł.
W tym całym barwnym korowodzie dominowała jednak teatralna etiuda, dość łatwa w ocenie i kwalifikacji. A również gorsza czy lepsza pantomima – zapewne pokłosie nieodległej Szkoły Pantomimy w Kijowie. Bezkonkurencyjną była tu Julia Domaszets z Kijowa, której pantomimiczne etiudy urzekały wdziękiem, mistrzostwem wykonania i niezapomnianym sexappelem. Wtórowało jej Clown Ttrio „Ekivoki” – też z Kijowa, rewelacyjne w parodii „Samuraj”. Nie można też pominąć subtelnej clownady grupy „Abzats” z rosyjskiego Kaliningradu i ich etiudy „Skrzydła”. Jak na Ukrainę i nieodległą Rosję przystało, w programie występów nie mogło zabraknąć elementów rodzimego folkloru, a urzekły wszystkich „Szaszłyki” w wykonaniu sympatycznych smyków, którzy niczym prawdziwi profesjonaliści wciągnęli do cyrkowej zabawy widzów.

Występom clownów towarzyszyła muzyka, lepiej lub gorzej dobrana, raczej rzadko słowo wyłączając terkocącego niczym kałasznikow clown Anwar z Licedeja, zrozumiałym przez emocje, mimo iż używał w monologu stu języków świata. No i sprzedawca reklamujący kobietę w charakterze trenażera, słowem skutecznie zachęcający do nabycia tego pełnego wdzięku instrumentu.

A po konkursie Gale-show – mieszanina wszelkich gatunków błaznowania, zawsze przy pełnych, roześmianych salach i radosnej improwizacji emanującej ze sceny. Potem zaś, w festiwalowym hallu,
w którym nota bene dominowało popiersie towarzysza Lenina w masce clowna, wszyscy mieszali się. I pozostawał jedyny chyba na świecie taki teatr.

Rodzi się pytanie, jak na tle tej międzynarodowej menażerii wypadła ekipa polska. O Teatrze „NIKOLI” z Krakowa już pisałem, wszakże
w konkursowe szranki stanęły uznane w Polsce sceny: Teatr Pantomimy „MIMO” z Warszawy z Bartkiem Ostapczukiem wykonującym z pomocą dwóch, asystentek trick z ruchomym, czarnym materacem w etiudach: „Poranek” i „Wieczór” oraz Józef Markocki z wrocławskiego Teatru „FORMY” (szkoła pantomimy Henryka Tomaszewskiego) w etiudzie „Meloman”, ukazującej zmagania z codzienną materią zwykłego człowieka kreującego się na kogoś, kim w gruncie rzeczy nie jest. Oba spektakle zostały bardzo ciepło przyjęte, ba! wręcz nagrodzone, choć miało się wrażenie, że pochodzą z innej bajki. Przyznał to sam Józek, ale podróże wszak kształcą, a nauka nie idzie w przysłowiowy las.

Cała „KOMEDIADA” okazała się imprezą bajkowo-sympatyczną,
a profesjonalizm jej szefa – Władimira Krjukowa i organizacyjna sprawność producentki festiwalu Natalii Diediewej - wraz z całym sztabem ludzi, których z braku miejsca nie sposób wymienić, ogromna wzajemna sympatia, kompetencja jurorów (tu wspomnę choćby profesora historii cyrku Alessandro Serenę z Włoch, Jana van den Berga z Holandii
i Harrego Owensa z Niemiec) pozwalają wróżyć trwałe zaistnienie odesskiej „KOMEDIADZIE” nie tylko na mapie kulturalnej Ukrainy, ale
i Europy.

Jeśli jednak – jako doświadczony organizator – mogę coś poradzić, to ranga konkursu wzrasta po dokonaniu wstępnej selekcji – na podstawie wiedzy i obserwacji własnej bądź też nadesłanych nagrań video. Unikniemy wtedy błędu początkujących festiwali, zafascynowanych wszystkim, co się wokół tematu rusza. Poza tym „KOMEDIADA” ma wszystkie atuty – daj jej Boh, Gubernator i bogaci sponsorzy wsparcie! Do wstrieczi, dorogije druzja, w Odessie!

partnerzy ckis Visegrad Fund art prometheus Nyirbatorert Alapitvany Thalia Teatro Radio Centrum Kalisz
Brama do La Strady. 2015 CKiS. Wszelkie prawa zastrzeżone.