PRZYJAŹNI SĄSIEDZI



Rozmowa z Andrzejem Grzybem – posłem do Parlamentu Europejskiego, przewodniczącym

 

Wojewódzkiego Komitetu PSL w Poznaniu


Zechce przypomnieć Pan okoliczności powstania Trójkąta Wyszehradzkiego?

Trójkąt Wyszehradzki powstał w sposób naturalny, kiedy rządy Polski, Czechosłowacji i Węgier zaczęły przygotowywać grunt pod Środkowoeuropejskie Porozumienie o Wolnym Handlu, mające za zadanie przeciwdziałać drastycznemu spadkowi wymiany handlowej w regionie po rozwiązaniu RWPG. Elity wspomnianych państw powołały się przy tym na wspólne korzenie cywilizacyjne, tradycje historyczne (np. życie pod berłem Stefana Batorego) i fakt, że jesteśmy przyjaznymi sąsiadami.

 

Owa deklarowana przyjaźń została poddana ciężkiej próbie...

Istotnie, we wstępnym okresie negocjacji członkostwa w Unii Europejskiej „stara” piętnastka próbowała rozgrywać każde z kandydującym państw oddzielnie, niejako przeciw pozostałym. Później Czesi, Słowacy i Węgrzy przyznali nam rację, że Polska twardo stawiając warunki w kwestii polityki rolnej czyniła dobrze, podczas gdy oni tego nie wykorzystali.

 

Czy po osiągnięciu członkostwa w UE znaczenie tego regionalnego porozumienia zmalało?

Wręcz przeciwnie. Po wejściu do Unii Europejskiej nastąpiło widoczne ożywienie Grupy Wyszehradzkiej na poziomie rządowym, myślę o spotkaniach premierów i ministrów spraw zagranicznych, ale również na poziomie parlamentarnym. Działające w ramach parlamentów narodowych komisje do spraw Unii Europejskiej przyjęły zwyczaj częstego spotykania się i rozmawiania o tych sprawach, które są przedmiotem regulacji na poziomie europejskim, po to, żeby wypracować wspólne stanowisko, ustalić czy te regulacje nie przekraczają tak zwanej zasady pomocniczości (subsydiarności). Okazało się, że w wielu przypadkach nasze spotkania i konsultacje organizowane od 2003 roku przynosiły dobre efekty, ponieważ nasze oceny nowych projektów dyrektyw i rozporządzeń były ze sobą zbieżne.

 

Czyli wbrew obawom sceptyków parlamenty narodowe nie tracą na znaczeniu?

Po traktacie lizbońskim rola parlamentów narodowych wzmocniła się się i trzeba umiejętnie wykorzystywać ten potencjał. Jestem za tym, żeby w Europie relacje Wschód- Zachód uzupełnić o relacje Północ-Południe. Myślę, że taki zwrot następuje i książki Mariusza Szczygła są przykładem, że Polacy zaczęli zauważać Czechów, a Czesi Polaków. Obopólne zainteresowanie Polaków i Słowaków istniało już wcześniej.

 

A co z Węgrami?

Staramy się Węgrów wesprzeć, ponieważ uważamy, że dotknęła ich na poziomie europejskim niezasłużona krytyka za prezydencję. Naszym zdaniem sprawowana przez nich prezydencja była dobra, natomiast na poziom europejski zostały przeniesione ich problemy wewnętrzne związane z ustawą medialną i zmianą konstytucji.

W chwili obecnej Węgry mają przekroczony deficyt budżetowy o bodajże 0,25% i są karani, między innymi zamrożeniem części funduszu spójności, podczas gdy Hiszpanie, którzy są w strefie euro, mają ponad 5,5% deficytu budżetowego, mówią, że nie spełnią kryterium obniżenia deficytu w roku bieżącym i nie są karani. Uważamy zatem, że w czasie kryzysowym nowe kraje poddawane są nadmiernej presji i również naszym polskim obowiązkiem jest mówić o tym głośno.

 

A chcą nas słuchać?

Z racji wielkości naszego kraju i dobrze przeprowadzonej prezydencji zyskaliśmy w Unii Europejskiej pewną renomę i ten nasz głos, mimo, że nie do końca respektowany, jest słyszalny i słuchany. Z tego punktu widzenia twierdzę, że Grupa Wyszehradzka, czy działania krajów bałtyckich w ramach Strategia UE dla region morza bałtyckiego stanowią dobrą formą współpracy. Przy okazji wyrażę pogląd, że za mało orientujemy się na Bałkany. Niewiele wspomagaliśmy Chorwację, choć to dzięki nam i naszej determinacji już jest de facto członkiem Unii Europejskiej, aczkolwiek proces ratyfikacji traktatu akcesyjnego następuje. W tej chwili powinniśmy głęboko wspierać Serbię, Macedonię. Uważam, że te kraje słowiańskie zasługują na to, by być s stabilnymi punktami przestrzeni europejskiej.

 

A czy widzi Pan potrzebę rozszerzenia Grupy Wyszehradzkiej?

Nie. Tradycja spotkań na zamku w Wyszehradzie winna być podtrzymana, natomiast zawsze istnieje możliwość stworzenia doraźnej konstrukcji typu Wyszehrad Plus, czyli można zaprosić do stołu obrad Ukrainę albo – gdyby się cokolwiek zmieniło – Białoruś.

 

Jak pan ocenia rolę Visegrad Fund? Pieniądze, którymi ten fundusz dysponuje są raczej skromne, jeśli wziąć pod uwagę liczbę udzielanych grantów.

Pieniędzy na pewno przydałoby się więcej, ale wsparcie choćby niewielkim grantem określonego przedsięwzięcie kulturalnego jest dla potencjalnego odbiorcy wskazówką, że to wydarzenie jest warte zauważenia.

 

Czyli mamy do czynienia ze swoistym znakiem jakości. Dziękuję za rozmowę.
 

Rozmawiał Krzysztof PIERZCHLEWSKI

partnerzy ckis Visegrad Fund art prometheus Nyirbatorert Alapitvany Thalia Teatro Radio Centrum Kalisz
Brama do La Strady. 2015 CKiS. Wszelkie prawa zastrzeżone.