Julia Hanauer

TRAUMTHEATER SALOME

Podróż do krańca tęczy


Bieli się namiot w tę noc w Stuttgarcie, złoty półksiężyc na kopule przykleił się do ciemnego nieba. Otwierają się złote drzwi zdobne kolorowymi okienkami. Przybysz wchodzi w inny świat – świat Salome, świat Teatru Snu. Zgiełk ulicy Willy Brandta cichnie, gość witany jest przez umalowanych i barwnie ubranych artystów, którzy czuwają w foyer przy zasłonie. Za nią jest wejście do właściwego teatru,
w którym czeka na widza dwugodzinna podróż do krainy marzeń.

Teatr Snu Salome zjechał do miasta po raz 31. W tym czasie odwiedziły go tysiące ludzi, ulegając jego urokowi, który wynika z mieszanki czarnoksięstwa, akrobatyki, tańca i komizmu

- Ukazujemy w teatrze snu całą gamę możliwości, które pomagają widzom iść pogodnie przez świat. Uśmiech jest tym, czego obecnie często brakuje, bowiem kontakty między ludźmi są na co dzień zredukowane - mówi Harry Owens. Założyciel Teatru Snu czuje się południowcem i docenia integrującą rolę gościnności. . - Tu drzwi i okna są zawsze otwarte - podkreśla.

Także w 2011 roku 14-osobowy zespół Teatru Snu Salome przybył do Stuttgartu z programem "Zagadka – podróż naszych snów” prowadząc gości do kolorowego, fantastycznego świata akrobatyki, śpiewu, tańca i tego, co niewyobrażalne. Każdy pojedynczy występ jest niepowtarzalny. Składają się nań spektakularne popisy akrobatów, które niejednemu widzowi każą wstrzymać oddech. Spokojniejsze momenty zmuszają gościa do rozmyślań, czy szczęście nie opuści nagle artystów.

Harry wchodzi jako bajarz, siada w dużym fotelu z lewej strony sceny i czyta wersy ze złotej księgi. Występom towarzyszy często tradycyjna muzyka rodzinnych krajów artystów: egipska, francuska, ukraińska i niemiecka. Dźwięki płyną przez namiot i biorą widza nie tylko w krainę snu , lecz także w muzyczną podroż dookoła świata.

Stuttgarter Zeitung, Julia Hanauer

- Czy zakładając Teatr Snu Salome pomyśleli państwo, że będą kiedyś świętować jego 30. urodziny?

Harry Owens: - Nie sądzę, bym zastanawiał się nad tym kiedykolwiek, ponieważ gdyby człowiek z góry znał rezultat swoich wysiłków, nie odważyłby się w życiu na zbyt wiele. A zdołaliśmy w czasie tych 30 lat osiągnąć sporo, między innymi bardzo duże zaangażowanie fundacji dla projektów socjalnych. Młodzi artyści muszą się uczyć, a wciąż przychodzą nowi ludzie. Założyliśmy 1991 w Akademii Sztuk Pięknych wydział kształcący młodych artystów, także dla wielu scen świata. Chętnie otworzylibyśmy podobne miejsce kształcenia także w Stuttgarcie. Szukamy do tego projektu partnerów z przemysłu, który wykorzystuje sztuki piękne w reklamie.

- Dlaczego akurat w Stuttgarcie?

- Stuttgart jest jednym z naszych ośrodków. Przyjeżdżamy tu od 1984 roku, dopracowaliśmy się starych i także młodych przyjaciół. Graliśmy przez ostatnie pięć lat w Berlinie, jednak Stuttgartu nie zaniedbywaliśmy. Miejsca gry były tu zresztą zawsze bardzo szczególnie: dziedziniec zamkowy, potem Rotebühlplatz, ogrody miejskie i od wielu lat wciąż to otoczenie planetarium.
 

- Co szczególnego jest w artystach, którzy biorą udział w państwa przedstawieniach?
 

- Nie chodzi bynajmniej o nadzwyczajne umiejętności techniczne. Żongler z trzema piłkami może więcej opowiedzieć niż ten z dziesięcioma. Także tancerka, która tańczy dobrze, otrzyma u nas szansę, nawet gdyby dla zawodowych teatrów była za duża lub za mała. Musi się człowiek sprawdzić w działaniu. Nasi artyści cyrkowi przychodzą ze wszystkich stron świata. Żyją u nas i pracują, współistnieją spokojnie ze sobą - niezależnie od wyznania lub politycznych poglądów.
 

- Jak wszystko zaczęło?

- Zaczęło się jak to zwykle bywa z teatrami ulicznym. Graliśmy dziesięć lat na placach targowych i to dostarczało nam wszystkim dużo miłej zabawy. W 1980 roku założyłem Teatr Snu Salome i do dziś daje mi radość kształtowanie scenografii naszych przedstawień. Miłość do pięknych sztuk zawdzięczam wielu podróżom, poznałem Kabul i Bagdad jeszcze jako bajkowe miasta, byłem też mikrobusem VW w Indiach.


- Co państwo wspominają szczególnie chętnie?

- Szczególnym czasem było pięć lat, którym wędrowaliśmy po Renie. Dopływaliśmy
z naszym teatrem do różnych miejscowości i tam graliśmy. Sądzimy, że w 2012 roku teatr jeszcze raz popłynie Renem i zapisem z tej podróży będzie serial telewizyjny. Pertraktujemy obecnie w tej sprawie z dużymi stacjami telewizyjnymi. Ren jest rzeką z bogatą historią i można ten fakt wykorzystać dramaturgicznie.

- Czego widzowie mogą oczekiwać w tegorocznym programie?

- Chcielibyśmy zabrać ludzi w podróż do końca tęczy: tam, gdzie będą nad wszystkimi i bliżej nieba Człowiek powinien umieć zapomnieć o dniu powszednim. Świat chce być ciągle odkrywany, na przykład chmura z jej magicznymi formami lub mała gra światła w słońcu. Każdy z naszych gości pójdzie z pięknym wspomnieniem do domu. Niektórzy mówią, że niektóre rzeczy, które robimy, są kiczem, ale ja kocham kicz, tam gdzie on powinien zaistnieć.

Esslinger Zeitung, rozmowa Martiny Fürstenberger

partnerzy ckis Visegrad Fund art prometheus Nyirbatorert Alapitvany Thalia Teatro Radio Centrum Kalisz
Brama do La Strady. 2015 CKiS. Wszelkie prawa zastrzeżone.