Krzysztof PIERZCHLEWSKI
 

Krajobraz po Schengen
MOSTEK NAD DZIKĄ ORLICĄ


Słoneczny weekend w powiecie kłodzkim. Szosą, zmodernizowaną kilka lat tamu przy wsparciu funduszy europejskich, pomykają przez Niemojów rowerzyści, budząc słyszalne zainteresowanie piesków z pobliskiego pensjonatu.

Polski Niemojów, to dawny Marienthal, który od czeskich Bartošovic w Orlickich Horach oddziela szumiąc i bulgocąc Dzika Orlica, łączy zaś niepozorny most o nośności 9 ton. Dziś strzeże tego obiektu tylko figurka św. Jana Nepomucena, ale przed zaledwie 7 laty drogę zagradzały szlabany, a w budkach strażniczych tkwili funkcjonariusze, którzy - bardziej z nudów niż z poczucia obowiązku - żądali od przechodzących okazania dokumentów. Formalnie obowiązywał tu wtedy mały ruch graniczny, a mogli korzystać z niego wyłącznie Polacy i Czesi. Granicę w tym miejscu można było pokonać tylko pieszo, ewentualnie na nartach lub rowerem. Obywatele innych państw musieli fatygować się do przejść w Boboszowie lub Mostowicach. Kiedy dwa lata później zaczął obowiązywać układ z Schengen, nasi południowi sąsiedzi zadbali o wzmocnienie konstrukcji mostu i odtąd mogą przejeżdżać po nim także pojazdy silnikowe, a budki i strażnicy zniknęli z sudeckiego pejzażu, miejmy nadzieję, że na zawsze.

Czesi pomyśleli też o ustawieniu w sąsiedztwie mostu plansz, które przypominają historię, także tę odległą, kiedy sąsiadujące ze sobą wsie funkcjonowały w ramach jednej państwowości - Królestwa Czeskiego, ale w ramach cieszącego się sporą dozą autonomii Hrabstwa Kłodzkiego. Z tych dziejowych zapisów wynika, że sielanka skończyła się w 1742 roku, kiedy Kłodzko i ogromne połacie Śląska zostały zajęte przez zwycięskie Prusy, a następnie w 1871 roku weszły w skład Zjednoczonego Cesarstwa Niemieckiego. Często było tu niespokojnie, zaś po utworzeniu Czechosłowacji Niemcy zaczęli spoglądać w stronę Bartošovic łakomym okiem. W 1938 roku trzykrotnie doszło do nocnych strzelanin i podpaleń okolicznych urzędów celnych, aż wreszcie w samo południe 10 października 1938 roku wojska niemieckie przekroczyły most graniczny. W 1945 roku ich niedobitki uciekały przed Armią Czerwoną w przeciwnym kierunku, a za nimi wlokły się rzesze Niemców sudeckich. Nieco później wprowadzono przepustki, a z obydwu stron – polskiej i czechosłowackiej - pojawiły się opuszczone na stałe szlabany.

W początku lat 50. po polskiej stronie pojawił się starannie bronowany pas kontrolny szerokości 4 metrów. Ten zwyczaj przetrwał 10 lat. Początek kolejnej dekady zdawał się nie zwiastować niczego szczególnego, ale Praska Wiosna sprowokowała interwencję państw Układu Warszawskiego, w tym 3 polskich dywizji w sile – jak policzyli Czesi - 24 tysięcy żołnierzy, 647 czołgów, 285 armat i 36 śmigłowców. Pospieszyły one na rozkaz Kremla do wschodniej Czechosłowacji, aby „walczyć z kontrrewolucją”. Pododdziały skierowane na obszar powiatu Rychnov nad Knezou, w tym czołgi i wozy opancerzone piechoty przetaczały się po moście granicznym od wczesnych godzin rannych 21 sierpnia 1968 roku.

Jeszcze kilka lat temu wspomnienie tych wydarzeń wywoływało na twarzach Czechów grymas niechęci. Dziś mieszkańcy Bartošovic, Rokytnice i Rychnova wielkodusznie podkreślają, że dzięki rozmowom z miejscową ludnością polscy żołnierze szybko zorientowali się, że rzekoma kontrrewolucja jest propagandowym wymysłem. Ludowe Wojsko Polskie przebywało na terenie powiatu tylko kilka tygodni, natomiast wojska okupacyjne Armii Sowieckiej wycofano stąd dopiero w 1991 roku.

Od mniej więcej 10 lat do Niemojowa zjeżdżają we wrześniu plastycy ze środowisk kaliskiego, łódzkiego i wrocławskiego, a materialnym efektem tych pobytów są prace malarskie, graficzne, fotograficzne i rzeźbiarskie eksponowane na wystawach poplenerowych w kaliskiej Galerii Wieża Ciśnień. Choć artyści są niezmiennie oczarowani pięknem sudeckich krajobrazów, co roku ruszają także na kilkudniowe wypady wgłąb Czech, poznając pejzaże i zabytki wpisane na listę UESCO, a także interesując się życiem codziennym rodaków wojaka Szwejka. Najlepiej jednak zdołali poznać stałych i sezonowych mieszkańców Bartošovic - właścicieli domków letniskowych, personel sklepów i gospód. Tutejsi ludzie są raczej nieufni, czemu trudno się dziwić, pamiętając o szykanach, jakich doświadczyli w latach komunizmu, ale jeśli kogoś dobrze poznają i zaakceptują, można na ich przyjaźni i życzliwości polegać. Do Niemojowa – okrzykniętego Europejską Krainą Optymizmu - przyjeżdżają na dłużej, a czasem tylko wpadają na godzinkę turyści zza Orlicy. Właścicielka gościńca zgromadziła w jego sąsiedztwie niezwykłą galerię postaci literackich, od Don Kichota po Dulcyneę, a także panopticum potworów, strachów i osobliwości, co Czechom bardzo się podoba.

Krzysztof PIERZCHLEWSKI

partnerzy ckis Visegrad Fund art prometheus Nyirbatorert Alapitvany Thalia Teatro Radio Centrum Kalisz
Brama do La Strady. 2015 CKiS. Wszelkie prawa zastrzeżone.